Wikihistoria [by Desmond Warzel]

Odkąd znalazłem to opowiadanie w necie na stronie ABBYS and APPEKS [TUTAJ] po głowie chodziło mi przetłumaczenie go na polski i udostępnienie szerszemu gronu. Na przekład nie otrzymałem zgody autora, nie zrobiłem tego w celach komercyjnych, nie jestem zawodowym tłumaczem [robie takie coś pierwszy raz w sumie], nie trzymałem się w kilku miejscach oryginału, jednak są to zmiany małe oraz nie zmieniające zasadniczego sensu, fabuły ani innych ważnych elementów opowiadania.

WIKIHISTORIA

autor: Desmond Warzel

Miedzynarodowe Stowarzyszenie Podróżników w Czasie: Forum członków; Subforum: Europa – wiek XX – Druga Wojna Światowa

Strona 263

11/15/2104

O 14:52:28, FreedomFighter69 napisał:

Zdaje sprawozdanie z mojej pierwszej wycieczki, odkąd jestem członkiem MSPC: właśnie wróciłem z Berlina w roku 1936, gdzie zająłem miejsce jednego z kamerzystów Leni Riefenstahl i dokonałem zamachu na Adolfa Hitlera podczas otwarcia Igrzysk Olimpijskich. Niechaj świat cieszy się wolnością!

O 14:57:44, SilverFox316 napisał:

Wrocilem z Berlina w roku 1936; Obezwladnilem FredomFighter69 zanim dokonal swojego wyczynu. FreedomFighter69, jako ze jestes nowym czlonkiem, przeczytaj prosze biuletyn MSPC nr 1147 dotyczacy zabijania Hitlera przed swoja kolejna „wycieczka”. Jesli tego nie zrobisz moze to skutkowac twoim wydaleniem na mocy zarządzenia nr 223.

O 18:06:59, BigChill napisał:

Oszczędź dzieciaka SilverFox316; wszyscy zabijają Hitlera podczas swojego pierwszego wypadu. Ja tak zrobiłem ;]. A z resztą to i tak zostaje naprawione w ciągu kilku minut, więc co to za problem?

O 18:33:10, SilverFox316 napisał:

Latwo ci tak mowic BigChill, o ile mnie pamiec nie myli ty sam nigdy jeszcze nie zglosiles sie by tam wrocic i cos naprawić. Myzlisz ze nie mam nic lepszego do roboty?

11/16/2104

O 10:15:44, JudgeDoom napisał:

Dobre wieści! Właśnie opuściłem okopy we Francji w październiku 1916-tego, gdzie zastrzeliłem młodego bawarskiego posłańca wojskowego o imieniu Adolf Hitler! Nieźle jak na pierwszy raz, co?:D Sic semper tyrannis!


O 10:22:53, SilverFox316 napisał:

Powrocilem z Francji w roku 1916, gdzie w ostatniej sekundzie zapobiegłem przedwczesnej smierci Hitlera z rak JudgeDoom’a i co nieprawdopodobne, powstrzymałem sie takze z trudem od jednoczesnego zastrzelenie JudgeDoom’a, co oszczeddziłoby nam lat poprawiania jego kolejnych blazenstw. LUDZIE PPRZECZYTAJCIE BIULETYN 1147!!!

O 15:41:18, BarracksRoomLawyer napisał:

W kwestii formalnej: tematy dotyczące służby Hitlera w bawarskiej armii powinny znajdować się w dziale dotyczącym I Wojny Światowej.

11/21/2104

O 02:21:30, SneakyPete napisał:

Wiedeń 1907: po licznych próbach, udało mi się dostać do Akademii Sztuk Pięknych i ułatwić przyjęcie Hitlera do tej instytucji. Żegnaj Hitlerze dyktatorze, witaj Hitlerze średnio popularny malarzu krajobrazów! Przyniosłem ze sobą także kilka jego obrazów, znajdą się jacyś kupcy?

O 02:29:17, SilverFox316 napisał:

Zalatwione ;].

Powrocilem wlasnie z Wiednia w 1907-ym, gdzie upewnilem się co do wydalenia Hitlera z Akademii przy pomocy skomplikowanego numeru obejmującego prefekta, koze i pokazną ilosc oliwy… ;] Teraz zwracam się do naszych nowych braci, ktorzy pomimo zachowan sprzecznych z naszymi zasadami, nie maja zamiaru przeczytania Biuletyny 1147 (ani Dodatku: Inne Srodki Zmiany Losu Hitlera – i tutaj pije do ciebie SneakyPete). Pozwole sobie stresci go specjalnie dla ciebie i oszczedzic ci kłopotu czytania go: brak Hitlera oznacza brak Trzeciej Rzeszy, brak II Wojny Swiatowej, brak programu rakietowego, brak elektorniki, brak komputerow, brak podrozy w czasie. Rozumiesz teraz?

O 02:29:49, SilverFox316 napisał:

PS do SneakyPete’a: twoje obrazy Hitlera nie sa nic warte, cwoku, bo najpewniej przywiozłes je tutaj prosto z roku 1907, co znaczy że farba jest nadal swierza. Nie daje rady juz! Co za debile!!!

O 07:55:03, BarracksRoomLawyer napisał:

Amen, SilverFox316. Ja jednakże w kwestii formalnej, dyskusja dotycząca Wiednia na początku XX wieku, powinna znaleźć się w tamtym forum , a nie tutaj. Jest to tutaj zdaje się powracający problem. :)

11/26/2104

O 18:26:18, Jason440953 napisał:

SilverFox316, wydajesz sie wiedzieć dużo o zasadach, więc co mysłiusz o podróży, do powiedzmy, Braunau w Austri do roku 1875 i zabiciu Alojzego Hitlera nim będzie miał okazję zostać ojcem Adolfa? Co ty na to? Pytam tylko z ciekawości, bo już tam byłem i zrobiłem to :P

O 18:42:55, SilverFox316 napisał:

Jason440953, zerknij na rozporządzenie nr. 7, które mowi ze weszystkie zasady MSPC dotyczace postaci historycznych odnosza sie takze ich przodkow. Pisze to dla dobra wszystkich pozostałych, jako ze mlodemu Jasonowi wytłumaczylem juz to odobiscie gdy ciagnalem go za włosy z powrotem z roku 1875. Gdyby ktos wybralby się… powiedzmy do Moline w Illinois, powiedzmy do roku 2080 i zainterweniowal nie dopuszczajac do poczecia Jasona440953. Do mnie taka wizja przemawia. ;]

O 21:19:17, BarracksRoomLawyer napisał:
W kwestii Formalnej: dyskusja o dzięwietnastowiecznej Austri i Illinois w dwudziestym pierwszym wieku powinny znaleźć się w odpowiadaących im forach.

12/01/2104

15:56:41, AsianAvenger napisał:
FreedomFighter69, JudgeDoom, SneakyPete, Jason440953, jesteście bandą zwykłych rasistów. Niechaj światło mej prawości zaświeci nad waszym zapyziałym gniazdem żmij!

O 16:40:17, BigTom44 napisał:
No to sie teraz kurwa zacznie. :/

O 16:58:42, FreedomFighter69 napisał:
Rasistą? Za zabicie Hitlera? WTF?

O 17:12:52, SaucyAussie napisał:
AsianAvenger, chyba nie chcesz przerabiać jeszcze raz tej sprawy z Nagasaki, co? Dopiero co wszyscy zdążyli ochłonąć po twoim ostatnim razie.

O 17:22:37, LadyJustice napisał:
Popieram SaucyAussie. AsianAvenger, bredzisz jeszcze bardziej niż zwykle. Jest w tym jakiś sens?

O 18:56:09, AsianAvenger napisał:
Sens w tym taki, że wszyscy wałkują kwestię, która, nawet jeśli udana, uratowałaby jedynie kilka milionów europejczyków. A przecież nie większym problemem byłaby wyprawa do Fuyuanshui w Chinach do roku 1814 i zabicie Hong Xiuquan, udaremniając Powstanie Tajpingów w połowie XIX wieku i ratując tym samym pięćdziesiąt milionów istnień ludzkich. Lecz co to jest 50 milionów żółtków mniej lub więcej, co nie chłopaki? Mamy przecież Polaków i Francuzów o których trzeba się martwić!

O 19:01:38, LadyJustice napisał:

Więc co cię powstrzymuje od zabicia go AsianAvenger?

O 19:11:43, AsianAvenger napisał:

Tylko po to żeby SilverFox316 pokrzyżował mi plany? Nie warto się wysilać?

O 19:59:23, SilverFox316 napisał:
Jak dla mnie ten pomysl wydaje sie całkiem sensowny, AsianAvenger. Nie widze zadnych problemow z tym zwiazanych.

O 20:07:25, Big Chill napisał:
Dawaj chłopie!

O 20:11:31, AsianAvenger napisał:
Dobrze więc. Powrócę dosłownie za moment jako zbawca milionów!

O 20:14:17, LadyJustice napisał:
Właśnie sprawdziłem linie czasu, gratuluje ci sukcesu AsianAvenger!

12/02/2104

O 10:52:53, LadyJustice napisał:
AsianAvenger?

O 11:41:40, SilverFox316 napisał:
AsianAvenger, potrzebujemy twojego raportu, kolego.

O 17:15:32, SilverFox316 napisał:
Dobra, wyglada na to ze AsianAvenger był potomkiem Hong Xiuquan :/. Jacys ochotnicy zeby wrocic tam i powstrzymac go od zniszczenia jego wlasnej egzystencji?

12/10/2104

O 09:14:44, SilverFox316 napisał:
Ktokolwiek?

O 09:47:13, BarracksRoomLawyer napisał:
W kwestii formalnej: ta dyskusja przynależy do forum dynastii Quing. Wszyscy jesteśmy dorośli; czy możemy skupić się na ważniejszych sprawach?

Tłumaczył: Maciej Rynarzewski

Towarzysz Szmaciak – Janusza Szpotańskiego

Satyra w PRL była jednym ze sposobów odreagowania licznych absurdów i świństw wyrządzanych ludziom, jakimi charakteryzowała się ówczesna epoka. Czy lata stalinizmu, epoka Gomułki czy solidarnościowa ofensywa lat 80tych satyrycy tworzyli. Jedyna różnica polegała na tym iż początkowo utwory te powstawały na użytek własny, nikt nie warzył się na ich publikowanie, zaś schyłkowy PRL to rozkwit bareizmów i wszelkiego kabaretów.

Był jednak taki czas kiedy za uprawianie satyry można było zostać wsadzonym do więzienie… i to nawet nie trzeba było owej satyry drukować… wystarczyło ją na imprezie wyrecytować. Rozprawa, wyrok i prawie 3 lata odsiadki.

To właśnie Janusz Szpotański [nota biograficzna] był bohaterem takiego absurdalnego wyroku. Kilka chwil uwagi poświęcił mu nawet sam Gomułka w jednym ze swoich płomiennych przemówień, co przyniosło mu niemałą sławę w „towarzystwie” yntelygenckiej Warszawy. Był autorem kilku znanych ówcześnie satyr m.in : opera „Cisi i gęgacze”, „Kartoflarnia”, „Ballada o Łupaszce”, „Caryca i Zierkało”, „Towarzysz Szmaciak”. Szpotański sam nigdy nie mówił o sobie że jest literatem choć za takiego był uważany. W przedmowie do antologii swoich utworów, stwierdził zę jeśli patrzyć na jego karierę zawodową przez pryzmat legitymacji to jest szachistą, ponieważ taką legitymację ma najdłużej i jest mu ona najmilsza. Utwory swoje Szpotański jak sam mówił tworzył doraźnie jako reakcję na codzienną frustrację i stres towarzyszący życiu w ludowej ojczyźnie. Stąd też są to utwory dzisiaj już dla mojego pokolenia częściowo nieczytelne. Pomimo tego taki majstersztyk jak Towarzysz Szmaciak jest genialnym uchwyceniem ówczesnej rzeczywistości, mechanizmów sterujących władzą na poszczególnych szczeblach. Wystarczy podstawowa wiedza o historii PRL by uśmiać się setnie z przedstawionych tam epizodów. Olbrzymia błyskotliwość i inteligencja jaką Szpotański zdołał utkać opowieść zachwyca. tytułowy towarzysz Szmaciak, Deptała, Maczuga, Rurka, Gnom, Bagno, generał Ślepowron to postacie zarówno uniwersalne jak i personalnie możliwe do zidentyfikowania.

Szpotański został podobno wzięty pod lupę przez bezpiekę właśnie za recytowanie swoich poematów na różnych rautach i przyjęciach. Podobno nagrywano z tego taśmy z podsłuchów stanowiące dowód w procesie. Swoją drogą, ciekawi mnie czy owe taśmy gdzieś miały szansę się jeszcze zachować. Oryginalne zapisy owych imprez towarzyskich z recytacją poematów Szpotańskiego były by prawdziwym skarbem.

Polskie Radio niedawno wyprodukowało słuchowisko oparte na trzech poematach Szpotańskiego dotyczących Szmaciaka. Jako że akurat mam przyjemność ich słuchać, muszę przyznać że jest to prawdziwy majstersztyk. Doborowa obsada [Zbigniew Zapasiewicz, Marian Opania, Andrzej Zaorski, Janusz Zaorski, Jan Kociniak, Andrzej Fedorowicz, Krzysztof Kowalewski] oraz ciekawe opracowanie dźwiękowe uzupełniające poemat nagraniami z epoki oraz soc-muzyką. Nadmienię że słuchowisko można jeszcze złowić gdzieś w przestworzach internetu.

Towarzysza Szmaciaka możecie zaś poczytać sobie w internecie np. [TUTAJ]

Polecam satyryczne utwory Janusza Szpotańskiego.

KSU – Moje Bieszczady (choć nigdy nie byłem)

Legendarny zespół KSU [WIKIPEDIA} z okazji swojego 30lecia wydał płytę "KSU Akustycznie" z folkowo-akustycznymi przeróbkami swoich piosenek. Na sklepowe półki płyta trafiła 28 kwietnia, a więc całkiem niedawno. Przy powstawaniu płyty udział wziął nie tylko stały skład zespołu - zaproszono Małgorzatę Ostrowską oraz co cekawe, aktora Andrzeja Grabowskiego.

[youtube=http://www.youtube.com/watch?v=HbCcGjVHjM8]

Wśród piosenek na nowej płycie KSU znajduje się także utwór nr 8 „Moje Bieszczady”, który promowany jest aktualnie mocno w radiowej Trójce. Kawałek posiada w sobie to coś – połączenie muzyki oraz ciekawego tekstu. Pobudza wyobraźnię, wyzwala jakiś emocje i wpada w ucho. Nie jest jednocześnie popową papką, ma w sobie coś z klimatu starej dobrej muzyki rockowej… Z pewnością jednak nie punkowej co mogliby oczekiwać starzy fani KSU. Zespół z wiekiem widać zmienia klimaty i łagodniej wchodząc w bardziej mainstreamowe kierunki muzyczne

KSU – Moje Bieszczady

Góry aż do nieba
I zieleni krzyk
Polna droga pośród kwiatów
Złamany krzyż
Strumień skryty w mroku
I zdziczały sad
Stara cerkiew pod modrzewiem
Pęknięty dzwon
Zarośnięty cmentarz
Na nim dzikie bzy
Ile łez i ile krzywdy ile ludzkiej krwi
Księżyc nad Otrytem
Niebo pełne gwiazd
Tańczą szare popielnice
San usypia nas

To właśnie są
To właśnie moje Bieszczady

Zarośnięte olchą pola dawnych wsi
Kto je orał kto je zasiał
Nie pamięta nikt
Skrzypią martwe świerki
To drewniany płacz
Świat się kończy w Sokolikach
Dalej tylko las
Druty na granicy
Dzielą nacje dwie
Dzieli ściana nienawiści
Przeraża mnie
San jest taki płytki
gdzie Beniowej brzeg

Dzieli ludzi
Dzieli myśli
Straszny jego gniew…

[UPDATE][Po zwróceniu uwago przez użytkownika 4te4d3qs4si5r poprawiłem błędy w tekście link do oryginalnego tekstu - http://ksu.art.pl/teksty/moje%20bieszczady.htm]

Gotowanie na ekranie.

Jest taki kanał telewizyjny, który w przeciwieństwie do wszystkich innych mogę oglądać godzinami. Jest takie zajęcie, które pomaga mi się zrelaksować. Kanał to Kuchnia.TV, a zajęcie to naturalnie gotowanie. Magia na ekranie, smakowity jest cały kineskop i pachnący niczym paella z owocami morza robi się nawet pilot od tv. W ustach ślinka, a w głowie marzenie o rozkoszy podniebienia nasyconej wyrazistymi smakami i soczystymi kolorami potraw. Jednym słowem: Gotowanie na ekranie.

Makłowicz, Nigella, te dwie starsze panie na motorze, Pascal, Para w Kuchni, Gotuj z Kuroniem, Anthony Thompson, Cookabout, Jamie Oliver a ostatnio nawet Martha Stuart i wiele innych… Programy kulinarne. Po prostu fascynujące – lepsze niż TVN24 lepsze niż Ale!Kino, lepsze niż Discovery…

Wielki show pobudzający zmysły. Atrakcyjny smakowo, wizualnie i prawie jakbym mógł to wszystko nawet powąchać. Bo czy uż same nazwy potraw: „Karmelizowany korzeń lotosu” albo „Orzechowe ciastka z syropem klonowym” nie przyprawiają was na skraj szaleństwa z rozkoszy. Kiedy Nigella robi „czekoladowy fondat z malinami”, albo „sorbet brzoskwiniowy z lodami waniliowymi” znajduje się na skraju kulinarnego nieba. Kiedy Makłowicz snujać jakąś wybujałą opowieść przyrządza „Sandacza z czosnkiem” jakiego w Wiedniu jadał cesarz Austro-Węgier, potem zaś delektuje się torcikiem w wiedeńskiej kawiarence, to jest to dla mnie lepsza podróż historyczna niż jakakolwiek książka o czasach cesarza Franciszka Józefa. Kiedy Jamie Oliver [ostatnio chyba najsławniejszy kucharz, a muszę powiedzieć że i mój ulubiony obecnie] przygotowuje z niebywałą nonszalancją proste, ale smakowite dania, to zaraz łapie się za garnki i mam ochotę upichcić „Pieprzowy stek z sarniny z sosem z czerwonego wina i czekolady”.

W programie kulinarnym dostajemy magiczny show, przewyższający wszystko inne. Ze zwyczajnych rzeczy powstaje coś cudownego – coś z niczego. To wręcz zahacza o mistykę!

Uwielbiam To!

majowy movie pack

Przez jakiś czas miałem filmowstęt potem pożarłem w ciągu jednego dnia kilka przypadkowych filmów, teraz ponownie nie mam ochoty nic oglądać. Iron Man, Doomsday , Highlander- The Anime movie, Juno, Into the Wild. Te kilka filmów obejrzałem w majówkowy weekend bo i pogoda nie dopisała i zdrowie nie za bardzo. Wrażenia po seansach całkowicie różne…  A oto żniwo mojego filmogłodu:

Iron Man – kolejny amerykański bajerancko zrobiony filmik. Fabularnie nic specjalnego ,ale uświadamia po raz kolejny że grafika komputerowa to potęga. Podobnie jak film o transformersach doceniam najbardziej za ten roboto-skafander i jego animacja. A i robo przeciwnik niczego sobie wykonany.

Jeśli widzieliście intro do Starcrafta 2 [tutaj] to zakładanie zbroi bardzo kojarzy mi się z tym jak odziewa się w swój skafander ów Iron Man… w takim czy innym wydaniu to robi wrażenie… w końcu w każdym z nas jest mały chłopak, który zawsze o czymś takim marzył ;].

Doomsday – brytyjski film z gatunku apokaliptycznych. Groźny wirus zagraża Wlk. Brytanii, więc władze postanawiają zgromadzić wszystkich zakażonych w Szkocji i ponownie zbudować mur Hadriana. Część ludzi za murkiem przetrwała jednak epidemie i stworzyła średniowieczne społeczeństwo degeneratów. I nagle okazuje się że tylko u nich można szukać lekarstwa na epidemię, która odradza sie w przeludnionym Londynie.

Filmik na pewno nie wybitny, ale całkiem zgrabny. Może czasami głupi, ale klimatyczny, pomieszanie Mad Maxa z 28 days later. 20 lat temu byłby hitem ;]

Highlander- The Anime movie – Wersja anime znanego i lubianego Nieśmiertelnego [Highlander] z niezapomnianym Christoferem Lambertem. Fabuła jedynie luźno nawiązuje do oryginału, dzieje sie w dalekiej przyszłości, z licznymi flashbackami do przeszłości. Kolejny z pomysłów na rozwikłanie fabularnej tajemnicy Nieśmiertelnych. Animacja całkiem zgrabna, tylko dlaczego wszyscy noszą baki ;/. Jak w węgierskim filmie… Dynamiczne walki i dobre tempo. Akira ani GITS to nie jest, ale i tak wypada ponadprzeciętnie jak na Anime.

Juno – opowieść o nastolatce, która zachodzi w ciążę i postanawia urodzić dziecko, które adoptuje pewne małżeństwo. Film moim zdaniem fajny, ani nie american pie, ani kino moralnego niepokoju. Po prostu dobry film dający kilka spraw pod przemyślenie i na dodatek ciekawie nakręcony. No i świetna muzyka – szczególnie main theme – [Barry Louis Polisar "All I Want Is You"]. Godny obejrzenia.

Into the Wild – Klasyczny film drogi po którym człowiekowi opada szczęka. Świetny. Baaaardzo świetny, aż nie będę go tutaj opisywał, bo w kilku słowach nie można. Reżyseria Sean Penn. Odsyłam tymczasem do Frustrata, który o tym filmie pisał, a sam najpierw chcę przeczytać książkę Jona Krakauera „Wszystko za życie” i dopiero potem coś napisać o tej pięknej a zarazem smutnej historii.

Historia-legenda-mit-topos? Opowieść o 47 roninach.

Do poniższych rozważań skłoniła mnie lektura książki Johna Allena „Opowieść o 47 roninach”.

Opowiada ona historię samurajów z zamku Ako, których pan z rodu Asano został skazany na śmierć za uchybienie dworskiej etykiecie, atakując na dworze shoguna Tokugawy Tsunayoshiego, jego dworzanina Kire, który go obraził. Sprawa zakończyła się nakazem rytualnego samobójstwa pana Asano, odebraniem mu włości oraz zhańbieniem poddanych mu samurajów. Bowiem zgodnie z kodeksem swojej kasty nie mogli oni żyć pod jednym niebem z zabójcą swego pana Kirą. Pozostało im popełnić samobójstwo, lub dokonać zemsty, której jednak zabronił im shogun. Ostatecznie wybrali oni jednak trzecią drogę, skazali się na ostateczne pohańbienie zostając roninami i wiodąc życie handlarzy, kupców oraz najemników. Na tym jednak polegał właśnie plan, gdyż Kira obawiając się zemsty szpiegował ich oraz ukrywał się za murami zamku shoguna. W taki sposób dawni samurajowie z Ako postanowili uśpić czujność swego nieprzyjaciela. Ostatecznie zaś po kilku latach dokonali zemsty, zabili Kirę, po czym uwiezieni przez shoguna zostali skazani na popełnienie seppuku. Za swoje czyny zyskali powszechny szacunek, stając się przykładem lojalności oraz wierności ideałom samurajów.

Tak w kilku jedynie słowach starałem się streścić fabułę, która nie jest zapewne dla czytelników żadną tajemnicą, gdyż legenda o zemście 47 roninów jest znana z wielu odwzorowań literackich oraz medialnych.

W tytule postawiłem pytanie o drogę od historii do mitu i toposu funkcjonującego w kulturze. Taki proces wyraźnie możemy zaobserwować na przykładzie tej właśnie historii. Jest to historia, a więc wydarzenia, które miały miejsce w określonym czasie i miejscu, potwierdzona są źródłami pisemnymi i materialnymi. Szybko w Japonii stała się ta historia opowieścią, powoli ewoluująca w legendę.

Gdy skończyła się zaś era samurajów i pewne zachowania, znaki które pozwalały w określony sposób odczytać tą opowieść zaniknęły, jedyne co pozostało to z legendy stanie się mitem. Motyw 47 roninów stał się dla Japończyków symbolem ich wartości narodowych: lojalności, poświęcenia, honoru. Pomaga on niby przypowieść lub średniowieczne exemplum wykładać te wartości ludziom żyjącym w całkowicie już odmiennym świecie.

Książka Allena [wydana po raz pierwszy w już 1970 roku, u nas zaś dopiero teraz] pomaga przekazać ten symbol ludziom kultury zachodu, którzy są jeszcze bardziej odlegli od wartości w nim przedstawianym. W tym też może tkwi nasze zafascynowanie, bo im bardziej egzotyczne coś nam się wydaje tym jest bardziej interesujące. Jak to jednak z legendą bywa jest wiele ich wersji i Allen, moim przynajmniej zdaniem, przetworzył ją w dość nudny, acz z kolei prawdopodobny i realistyczny sposób. Nie pozwolił sobie „zagrać” patosem w najbardziej bohaterskich momentach, za to rozciągając na wiele stron długi proces wyczekiwania na spełnienie zemsty.

Na przysłowiowy „zachód” nasza historia/legenda dotarła już w roku 1822 – wspomniana w książce Isaaca Titsingh‘sa Illustrations of Japan. Potem zaś szeroko spopularyzowana przez A.B. Mitforda w książce Tales of Old Japan z roku 1871. [Książka dostępna jest w dużych fragmentach w serwisie Google Booksearch - #Tales of Old Japan]. Następni zaś legenda ta zaczęła gdzieś krążyć, by powrócić w kulturze amerykańskiej po II wojnie światowej, kiedy to nastąpiło pewne zafascynowanie tym „dziwnym” narodem. Z kultury amerykańskiej zaś rozprzestrzeniła się na całą cywilizację „zachodnią” tworząc topos wierności i lojalności obecny w wielu utworach jako bezpośrednie odwołanie się do tej historii lub pośrednio wykorzystując jej symbolikę. Dochodzi tutaj często do tak dziwacznych mieszanek dwóch kultur jak np.: komiks Ronin Hood and the 47 Samurai czy odcinek programu historyczno-komediowego History Bites pt. Samurai Goodfellas przedstawiający historię roninów w stylu mafijnego Ojca Chrzestnego, a nawet jeden z odcinków serialu The Simpsons w którym Homer i Bart uwięzieni w Japonii odgrywają sztukę o 47 roninach w teatrze kabuki. Z braku miejsca nie wspomnę tu zaś o wielu przykładach obecności tego motywu w filmach.

[groby 47 roninów oraz ich pana na cmentarzu przy świątyni Sengaku-ji]

Wydaje mi się że historia zemsty i śmierci owych 47 roninów, stanowi już jeden z elementów nowej homogenicznej kultury ogólnoświatowej, która cały czas się kształtuje czerpiąc z róznych kultur narodowych. Zastanawia mnie tylko spoglądając na drogę i procesy jakie przeszła omawiana powyżej historia, czy jakis element naszej, polskiej historii, ma szansę z biegiem lat stać się takim symbolem. Choćby wymienić iż Amerykanie mają Alamo, Rosjanie generała Mroza, Niemcy Wunderwaffe, Anglicy Szarżę Lekkiej Brygady…. itd.

Jaki ekportowy towar z historycznych opowieści [mitów] rozpoznawalny na „zewnątrz” posiadamy my, Polacy? – Westerplatte? Sierpień 80? Odsiecz wiedeńska? Straceńcze Powstania Narodowe? Cud nad Wisłą? Ciekawe co….

Pozostaje mi więc zaprosić do lektry książki Johna Allena „Opowieść o 47 roninach” i życzyć żeby pobudziła ona was tak samo do rozważań jak mnie…

[dziękuje wydawnictwu Red Horse za udostępnienie egzemplarza recenzyjnego]

John Allen, Opowieść o 47 roninach, wyd. Red Horse, Lublin 2008