Maciej Rynarzewski - mikroagencja kreatywna
+ 48 664 453 930 – maciej.rynarzewski@gmail.com
Maciej Rynarzewski - mikroagencja kreatywna
+ 48 664 453 930 – maciej.rynarzewski@gmail.com

Rozważania literacko-historyczne o dylogii Ostatni Powiernik Pierścienia.

Orkowie nie są krwiożerczymi bestiami… Mordor nie jest imperium zła… Wojna o Pierścień wcale nie wyglądała w taki sposób jak opisał to pewien stronniczy Anglik… Na takich założeniach swoją wersję wydarzeń znanych z „Władcy Pierścieni” J. R. R. Tolkiena postanowił zbudować Kirył Jeskow w dwutomowej powieści Ostatni Powiernik Pierścienia. Jak więc wygląda wg niego świat Śródziemia po zakończeniu konflitu opisanego we tolkienowskiej epopei – najsławniejszej z epickich opowieści o walce dobra ze złem?

Nim przejdziemy jednak do rozważań nad samą książką, wypada zatrzymać się na chwilę nad problemem który legł u podwalin książki Jeskowa. Chodzi tu o stwierdzenie, iż historię piszą zwycięzcy. Dobrze znane powiedzenie, parafrazowane na wiele sposobów, niezmiennie zachowuje swoją aktualność o czym przekonać się możemy studiując historię odrobinę bardziej wnikliwie niż zalecają to podręczniki.

W roku 1944 w felietonie dla lewicowej gazety „Tribune” tak pisał o tym problemie George Orwell: Spośród milionów przykładów, które można by podać, wybiorę jeden, który – tak się składa akurat – można sprawdzić. W roku 1941 i 1942, gdy Luftwaffe była zajęta w Rosji, niemiecki radio raczyło swoich krajowych słuchaczy opowieściami o niszczących nalotach na Londyn. Obecnie wiadomo, że nigdy nie miały one miejsca. Cóż jednak przyszłoby nam z tej wiedzy, gdyby Niemcy podbiły Wielką Brytanię? Myśląc o przyszłych historykach, zapytajmy: czy nazistowskie naloty były, czy nie? Odpowiedź brzmi tak: jeśli Hitler będzie nadal rządzić – naloty były. Jeśli do tego czasu upadnie – żadnych nalotów nie było. […] Historię piszą zwycięzcy. [źródło].

Tak też do analizy „Władcy Pierścieni” J. R. R. Tolkiena podszedł Jeskow. Stara się przekonać czytelników, iż mają w tym przypadku do czynienia z pewnym relatywizmem historycznym. Rozebrał on tolkienowskie uniwersum na składniki pierwsze, po czym złożył je na powrót ukazując już całkowicie odmienną opowieść. Tak jak w prawdziwym życiu świat nie jest u niego dwubiegunowy, a zawiera całą gamę odcieni postaw moralnych zamykających się pomiędzy dobrem a złem – powodujących rozmycie ich granic. Monumentalne postacie Aragorna, Arweny czy Gandalfa, w rękach Jeskowa zyskują całkowicie nowe cechy: pychę, bezwzględność, próżność. Z kolei okazuje się że ork postępuje według honorowego regulaminu wojsk mordorskich i może być zakochany w pewnej trollicy.

W książce Jeskowa, Mordor stoi u progu rewolucji technicznej, w jednym z jego licznych uczelni technicznych odkryty zostaje proch, co stanowi zagrożenie dla dotychczasowej dominacji magii w świecie Ardy, czemu postanawiają przeciwdziałać magowie z Białej Rady oraz elfy. Wykorzystują do tego marionetkowe ludzkie królestwa Rohanu i Gondoru. Wszystko to ma zaś prowadzić do ostatecznego rozwiązania sprawy mord orskiej. Takie są wg wizji Jeskowa podwaliny konfliktu, w którym dotknięty katastrofą ekologiczną i niezdolny wykarmić się Mordor zostaje podbity. I w tym momencie rozpoczyna się zasadnicza intryga mająca doprowadzić, w ten czy inny sposób, do końca pewnej epoki….

Jeskow zdaje się lepiej niż Tolkien przedstawiać splot czynników ekonomiczno-politycznych, które decydują w dużej mierze o obliczu rzeczywistości i historii, obojętne czy jest to dwudziestowieczna europa, czy Śródziemie na początku 3 tysiąclecia Trzeciej Ery. I chyba właśnie w tym tkwi większość uroku Ostatniego Powiernika Pierścienia. Sama bowiem intryga oraz przynajmniej połowa objętości dylogii nie zachwyca ani oryginalnością ani walorami literackimi. Wtórność, dość wyraźne przenoszenie wizji naszego świata na grunt Śródziemia, które jest najczęstszym grzechem autorów fantastyki działa zdecydowanie „in minus”. Autor usilne utożsamia Umbar z Italią, zaś Harad i Khande z krajami „naszego” Bliskiego Wschodu z religią a’la islam. Sprawia to wrażenie pewnego lenistwa intelektualnego. Oryginalny świat wykreowany przez Tolkiena wolny był od takich uproszczeń i stanowiło to jeden z czynników jego sukcesu. Odbiorcy bowiem nie chcą zapewne czytać po raz kolejny o intrygach szpiegowskich we Włoszech i knowaniach islamskich terrorystów skoro sięgają po książkę dziejącą się w fantastycznym świecie. Śródziemie posiada tak olbrzymi potencjał, iż grzechem było go nie wykorzystać, szczególnie ze pierwsze kilkadziesiąt stron można uznać za naprawdę bardzo dobre i dotrzymujące kroku oryginalnemu „Władcy Pierścieni”. Kirył Jeskow musiał być świadom na jak trudny teren wkracza podejmując się napisania tej książki i że czymś naturalnym będzie ciągłe przyrównywanie jego dylogii do oryginału.

Niemniej książkę mogę z całą pewnością polecić. Ciekawa idea w niej zawarta, skłania do wielu przemyśleń i spojrzenia z całkowicie innej perspektywy na książki jakie czytaliśmy bądź będziemy mieli okazję przeczytać. Prawdy nie ma. Historia jest tworzywem w rękach zwycięzców, którzy z pozycji siły mogą w annałach zapisać swoją wersję wydarzeń.

Kirył Jeskow, Ostatni Powiernik Pierścienia, tom 1 i 2, wydawnictwo Red Horse 2007

[Dziękuję wydawnictwu Red Horse za udostępnienie egzemplarzy recenzyjnych]

Related Posts

6 Responses
  1. Powszechnie wiadomo, że Tolkien napisał tę trylogię bazując na doświadczeniach II wojny światowej, gdzie alianci, byli siłami dobra, a naziści siłami zła [Mordoru].

    Czyżby Sauron, tak jak Hitler był tylko wizjonerem ekonomicznym [narodowy socjalizm, na którym bazuje polityka Unii] i politycznym? ;]

    Ale to fakt, że historię piszą zwycięzcy. Przynajmniej historię współczesną. Czas i dociekliwość odważnych historyków zdaje się jednak działać w ostatnich czasach na niekorzyść tej tezy, odsłaniając nam coraz więcej niepopularnych prawd minionych wieków. I bardzo dobrze… ;]

  2. Uważam że jeśli jakieś doświadczenia wojenne Tolkiena odgrywały tu rolę to raczej IWW w której brał udział. Drugą spędził spokojnie w Oxfordzie.

    Aluzja Tolkiena do Alinatów i Osi wydaje mi się nie być tak wyraźna… naturalnie można wszystko podciągnąc jak się chce ale ja się akurat nie doszukuje.

    Przekłamań historii jest bardzo wiele, a najgorsze ze niektórych już nie zdołamy „wykryć”. Im głębiej w wieki tym bardziej trzeba ufać pewnym kronikom, wspomnieniom i relacjom ludzi, którzy nie zawsze byli bezstronni. Choćby Anonim zw. Gallem, Janko z Czarnkowa, Długosz itd. Wszyscy oni byli zależni, zmieniali i wyżywali się na swoich przeciwnikach za pomocą historiografii. I takich przykładów są tysiące.

    Historię piszą zwycięzcy, bo zwycięzców nikt nie rozlicza.

  3. Tolkien sam pisał o sugerowaniu się wydarzeniami z II WŚ w przedmowie do któregoś z wydań Władcy… Czy w jakimś wywiadzie. Nie przypomnę sobie teraz.

  4. haes

    Nie powiem, bo recenzja jest więcej niż zachęcająca. Być może i przeczytałbym tę książkę (i wcale nie mówię że tego nie zrobię), ale uprzednio wypadałoby odświeżyć sobie „Władcę Pierścieni”, którego moje oczy nie widziały od wczesnego liceum.

    Jak jednak wspomniałeś, autor pisząc opowieść osadzoną w świecie rodem z „Władcy Pierścieni” podjął się bardzo trudnego zadania. Osobiście mam awersję do pisania kontynuacji czegokolwiek przez kogoś innego niż autora No bo czy można wyobrazić sobie że jakiemuś maniakowi Orwella odbije szajba i napisze powieść pt. „Rok 1987”? Ja bym tego nie tknął. Wszystkie tego typu działania są bardzo ryzykowne i, co tu dużo gadać, śmierdzą profanacją.

    Niemniej jednak, jeżeli ktoś tknął taką nieautoryzowaną kontynuację przede mną i ocenił ją jednoznacznie pozytywnie (szczególnie jeśli mam zaufanie co do inteligencji i gustu tej osoby), to wtedy jest nikła szansa, że kiedyś i ja ją przeczytam. Tak więc Maćku „Ostatni Powiernik Pierścienia” zostaje dopisany na ostatniej pozycji mojej listy „to read”, lista jest jednak dłuuuuuuuuga, a nowe pozycje dodawane są do niej częściej niż stare ubywają z powodu przeczytania.

  5. Dzięki HaeS za uznanie (bo to chyba było o mnie :] ).

    Jednoznacznie pozytywnie to tej książki nie oceniam. W środku jest sporo mało odkrywczej dłużyzny, niemniej nadrabia początkiem i końcem (szczególnie początkiem).

    A ze czytać, to zawsze warto.

Leave a Reply to haes Cancel Reply