Czy w Śródziemiu historię też piszą zwycięzcy?

Rozważania literacko-historyczne o dylogii Ostatni Powiernik Pierścienia.

Orkowie nie są krwiożerczymi bestiami… Mordor nie jest imperium zła… Wojna o Pierścień wcale nie wyglądała w taki sposób jak opisał to pewien stronniczy Anglik… Na takich założeniach swoją wersję wydarzeń znanych z „Władcy Pierścieni” J. R. R. Tolkiena postanowił zbudować Kirył Jeskow w dwutomowej powieści Ostatni Powiernik Pierścienia. Jak więc wygląda wg niego świat Śródziemia po zakończeniu konflitu opisanego we tolkienowskiej epopei – najsławniejszej z epickich opowieści o walce dobra ze złem?

Nim przejdziemy jednak do rozważań nad samą książką, wypada zatrzymać się na chwilę nad problemem który legł u podwalin książki Jeskowa. Chodzi tu o stwierdzenie, iż historię piszą zwycięzcy. Dobrze znane powiedzenie, parafrazowane na wiele sposobów, niezmiennie zachowuje swoją aktualność o czym przekonać się możemy studiując historię odrobinę bardziej wnikliwie niż zalecają to podręczniki.

W roku 1944 w felietonie dla lewicowej gazety „Tribune” tak pisał o tym problemie George Orwell: Spośród milionów przykładów, które można by podać, wybiorę jeden, który – tak się składa akurat – można sprawdzić. W roku 1941 i 1942, gdy Luftwaffe była zajęta w Rosji, niemiecki radio raczyło swoich krajowych słuchaczy opowieściami o niszczących nalotach na Londyn. Obecnie wiadomo, że nigdy nie miały one miejsca. Cóż jednak przyszłoby nam z tej wiedzy, gdyby Niemcy podbiły Wielką Brytanię? Myśląc o przyszłych historykach, zapytajmy: czy nazistowskie naloty były, czy nie? Odpowiedź brzmi tak: jeśli Hitler będzie nadal rządzić – naloty były. Jeśli do tego czasu upadnie – żadnych nalotów nie było. [...] Historię piszą zwycięzcy. [źródło].

Tak też do analizy „Władcy Pierścieni” J. R. R. Tolkiena podszedł Jeskow. Stara się przekonać czytelników, iż mają w tym przypadku do czynienia z pewnym relatywizmem historycznym. Rozebrał on tolkienowskie uniwersum na składniki pierwsze, po czym złożył je na powrót ukazując już całkowicie odmienną opowieść. Tak jak w prawdziwym życiu świat nie jest u niego dwubiegunowy, a zawiera całą gamę odcieni postaw moralnych zamykających się pomiędzy dobrem a złem – powodujących rozmycie ich granic. Monumentalne postacie Aragorna, Arweny czy Gandalfa, w rękach Jeskowa zyskują całkowicie nowe cechy: pychę, bezwzględność, próżność. Z kolei okazuje się że ork postępuje według honorowego regulaminu wojsk mordorskich i może być zakochany w pewnej trollicy.

W książce Jeskowa, Mordor stoi u progu rewolucji technicznej, w jednym z jego licznych uczelni technicznych odkryty zostaje proch, co stanowi zagrożenie dla dotychczasowej dominacji magii w świecie Ardy, czemu postanawiają przeciwdziałać magowie z Białej Rady oraz elfy. Wykorzystują do tego marionetkowe ludzkie królestwa Rohanu i Gondoru. Wszystko to ma zaś prowadzić do ostatecznego rozwiązania sprawy mord orskiej. Takie są wg wizji Jeskowa podwaliny konfliktu, w którym dotknięty katastrofą ekologiczną i niezdolny wykarmić się Mordor zostaje podbity. I w tym momencie rozpoczyna się zasadnicza intryga mająca doprowadzić, w ten czy inny sposób, do końca pewnej epoki….

Jeskow zdaje się lepiej niż Tolkien przedstawiać splot czynników ekonomiczno-politycznych, które decydują w dużej mierze o obliczu rzeczywistości i historii, obojętne czy jest to dwudziestowieczna europa, czy Śródziemie na początku 3 tysiąclecia Trzeciej Ery. I chyba właśnie w tym tkwi większość uroku Ostatniego Powiernika Pierścienia. Sama bowiem intryga oraz przynajmniej połowa objętości dylogii nie zachwyca ani oryginalnością ani walorami literackimi. Wtórność, dość wyraźne przenoszenie wizji naszego świata na grunt Śródziemia, które jest najczęstszym grzechem autorów fantastyki działa zdecydowanie „in minus”. Autor usilne utożsamia Umbar z Italią, zaś Harad i Khande z krajami „naszego” Bliskiego Wschodu z religią a’la islam. Sprawia to wrażenie pewnego lenistwa intelektualnego. Oryginalny świat wykreowany przez Tolkiena wolny był od takich uproszczeń i stanowiło to jeden z czynników jego sukcesu. Odbiorcy bowiem nie chcą zapewne czytać po raz kolejny o intrygach szpiegowskich we Włoszech i knowaniach islamskich terrorystów skoro sięgają po książkę dziejącą się w fantastycznym świecie. Śródziemie posiada tak olbrzymi potencjał, iż grzechem było go nie wykorzystać, szczególnie ze pierwsze kilkadziesiąt stron można uznać za naprawdę bardzo dobre i dotrzymujące kroku oryginalnemu „Władcy Pierścieni”. Kirył Jeskow musiał być świadom na jak trudny teren wkracza podejmując się napisania tej książki i że czymś naturalnym będzie ciągłe przyrównywanie jego dylogii do oryginału.

Niemniej książkę mogę z całą pewnością polecić. Ciekawa idea w niej zawarta, skłania do wielu przemyśleń i spojrzenia z całkowicie innej perspektywy na książki jakie czytaliśmy bądź będziemy mieli okazję przeczytać. Prawdy nie ma. Historia jest tworzywem w rękach zwycięzców, którzy z pozycji siły mogą w annałach zapisać swoją wersję wydarzeń.

Kirył Jeskow, Ostatni Powiernik Pierścienia, tom 1 i 2, wydawnictwo Red Horse 2007

[Dziękuję wydawnictwu Red Horse za udostępnienie egzemplarzy recenzyjnych]

XVI Ogólnopolski Zjazd Historyków Studentów – Kraków 2008

W dniach 16-20 kwietnia br. w Krakowie odbył się kolejny – już szesnasty – Ogólnopolski Zjazd Historyków Studentów z całej Polski. W konferencji wzięło udział ponad 500 referatów w 27 sekcjach tematycznych. Była to konferencja ciekawa oraz na wiele sposobów wyczerpująca. Nie obyło się naturalnie bez pewnych problemów, które jednak przy tak dużej imprezie wydają się czymś nieuniknionym i zostały zniwelowane przez wiele plusów i niespodzianek jakie zostały zaoferowane uczestnikom przez organizatorów. Więcej informacji o przebiegu, wrażeniach oraz kontrowersjach Zjazdu można poczytać na oficjalnej stronie [http://jazon.hist.uj.edu.pl/xvizjazd/] bądź w recenzjach zamieszczonych w serwisie Histmag [#1] [#2]

Spoglądając na tą imprezę z mojego punktu widzenia mogę stwierdzić, iż wygłoszonych zostało wiele referatów, które zdecydowanie mogły zainteresować czytelników serwisu Historia i Media. Pomimo, iż zabrakło sekcji dedykowanej wyłącznie zagadnieniu szeroko pojętych mediów w nauce historycznej ten błąd z pewnością uda się naprawić w przyszłym roku w czasie kolejnej konferencji która odbywać się będzie w Olsztynie, to przeglądając program można stworzyć wirtualna sekcję Historia i Media.

Stworzyć można by ją głównie z dwóch paneli: sekcji XX wieku 4, [którą organizatorzy mogli o wiele trafniej nazwać sekcją Historii Kultury] oraz z sekcji Metodologii gdzie znalazło się kilka bardzo interesujących referatów. Dodatkowo w niedzielny poranek odbyła się także projekcja rosyjskiego filmu „1612” po której miała miejsce dyskusja na temat „między mitem a historią. Dzień jedności narodowej, a rok 1612 w świetle stosunków polsko-rosyjskich.

Po doświadczeniach Zjazdu, nieodparte jest wrażenie, że środowisko młodych historyków jest zjawiskiem niecodziennym. Skala integracji i kontaktów pomiędzy poszczególnymi ośrodkami akademickimi wydaje się nie mieć sobie równych w innych dziedzinach młodej nauki. W dużej mierze jest to zasługą takich właśnie imprez naukowo-integracyjnych jak odbywające sie od 1992 roku Ogólnopolskie Zjazdy Historyków Studentów. Niepoślednią rolę odgrywa w tym także Internet jako wirtualne miejsce spotkań. Serwisy takie jak Histmag, Historycy.org, tematyczne ogólnopolskie fora dyskusyjne, serwisy społecznościowe pozwalają na szybką wymianę doświadczeń, pomysłów oraz wiedzy.

Na koniec zostaje tylko zaprzeczyć pojawiającym się wcześniej obawom jakoby idea Ogólnopolskich Zjazdów Historyków Studentów miała przerosnąć zdolności, zapał środowiska oraz możliwości finansowe kół naukowych. Wydanie 14 poszczególnych tomów publikacji referatów, które dostarczone zostały na obrady z lekkim opóźnieniem, pozostaje niemniej wydarzeniem bezprecedensowym.

Ogólnopolski Zjazd Historyków Studentów, w 2009 odbędzie się na Uniwersytecie Warmińsko-Mazurskim w Olsztynie…. Czyli u nas :/

Przeczytaj ten teks także TUTAJ

Tajemnica Złotej Maczety

Może ktoś z was pamięta taki komiks z końca lat 80tych. Sześcioodcinkowa opowieść rodem z PRL. Historia o dwóch chłopcach, którzy sprowadzają się z rodziną do nowego miasta, gdzie ich tata jest inżynierem w kombinacie ;]. Idealna socjalistyczna familia… Bracia zaprzyjaźniają się z rówieśnikami oraz poznają pana Witolda, starszego człowieka, weterana II Wojny Światowej, który opowiada im przygody jakie spotkały go na frontach – od wojny obronnej 1939 do lotów dla Powstania Warszawskiego i powrotu do kraju, a wszystko okraszone jeszcze tajemnicą pewnej złotej maczety…

Był to jeden z czytanych wielokrotnie przeze mnie w dzieciństwie albumów, obok wielu wielu innych [o czym kiedy indziej]. Jakoś nie zauważałem jednak wówczas perelowskiej propagandy, a poziom wiedzy historycznej nie pozwalał na zauważenie pewnych przemilczeń i manipulacji dokonanych na naszej przeszłości. Dla mnie wówczas była to po prostu fajna opowieść przygodowa, w której mogłem zobaczyć, jak to na walczą wojnie i strzelają się i samoloty, i karabiny i takie sielankowe życie w demolandzie i pomarzyć że może kiedyś mi też przydarzą się takie przygody. Pod tym względem komiks jest trafiony.

Wrażenia po kilkunastu latach: graficznie średniawy, fabularnie słaby, faktograficznie widzę pewne celowe zabiegi mające przedstawić historię w określony sposób, a propaganda sukcesu socjalistycznej ojczyzny jest rażąca… no ale wspomnienia są wspomnieniami i sentyment mam.

Niestety z całej posiadanej przeze mnie kolekcji 6 części ostały się jedynie dwie, gdyż drogą wymiany pozbyłem się części w zamian za Klosssy gdzieś pod koniec podstawówki. Niemniej odnalazłem całość dzięki kolegom piratom/bandytom i jako zwyrodnialec udostępniam dalej dostępne na moim Chomiku spakowane w jednej paczce. Można je ściągnąć –> TUTAJ

A potem się dziwią że ich dzieci poszły na historię jak sie naczytały różnych takich komiksów ;] hehehehe

Black&White

Wakacje 2003 lub 2004, Zenit 312m, czarno-biała klisza. To był chyba ostatni raz kiedy zrobienie paru zdjęć sprawiło mi tak ogromną przyjemność. Analogowy aparat, ręcznie ustawiana ostrość, zabawa na całego.

Technicznie zdjęcia są koszmarem profesjonalnego fotografa, ale moimi rękoma (i nie tylko moimi) powstały zdjęcia z klimatem. Choć nie wszystkie ostre, nie wszystkie idealnie wykadrowane, to wszystkie zdają się opowiadać jakąś historię. Wszystkie maja coś co mógłbym nazwać „duszą”. Od cyfrowych różnią się nieprzewidywalnością, bo robiąc je nie wiedzieliśmy co z nich wyjdzie. Część kliszy jest nieczytelna, ale te kilkanaście zdjęć bardzo mi się podoba…

Służbowy skaner do mikrofilmów, GIMP, kilka minut czasu, WordPressowy blog, zero złotych. Czyż technologia nie daje wspaniałych możliwości?

Chyba trzeba odświeżyć Zenita. Naprawić go, bo zrywa klisze i kupić czarno-białą kliszę…

My very own D-day

Tylko głupiec nie ma wątpliwości.

Karel Capek

Bywają takie momenty w życiu, które zdają się być węzłowymi punktami naszej drogi. Skrzyżowaniami naszej egzystencji. Decyzje które musimy wówczas podjąć będą decydować o przyszłości. Stąd bierze się właśnie presja. Przytłaczające poczucie konieczności podjęcia ostatecznej decyzji. Z obranej raz drogi odwrotu nie ma. Można czekać aż dojdzie się tylko do kolejnego skrzyżowania.

Człowiek, który zawsze starał się do wszystkich stać przodem, w końcu jednak musi komuś pokazać przysłowiową „dupę”. Nie da się chyba u wszystkich mieć czystego konta :/ Chyba lepiej raz podjąć trudną decyzję, która dla będzie w dłuższym planie korzystna, przełknąć jej konsekwencje, niż męczyć się potem, plując sobie w brodę… Trzeba chyba uruchomić pozytywny egoizm.

Czuje presje sam przed sobą… Jutro może się coś wyjaśni…