ta tarata ta ta ra, czyli Indy Jones

Trzy dni będę na wykopkach archeologicznych w Olsztynku, na których podobno mamy tak kopać żeby nic nie wykopać ;]. Miła odmiana po pisaniu magisterki.

A w międzyczasie: Ta tarata ta ta ra , ta tarata ta ta ra ta ta [ theme z Indy Jonesa to miał być ;) należy wysilić wyobraźnię muzyczną]. Czekam na czwartą część przygód Indiany… to już chyba będzie w tym roku…. klasyka

The Last Starfighter

Stary, ale fajny filmik. Czemu fajny? Na pewno nie ze względu na dość standardową amerykańską fabułę. Miło się ogląda, takie kino familijne science fiction, miłe wspomnienia z dzieciństwa. Film ten wyróżnia się tym że jako jeden z pierwszych zastosował na szeroką skalę grafikę komputerową 3-D i to na całkiem wysokim poziomie. Nie razi pikseloza, nie denerwuje niezgranie z tłem filmowym. Wszystko ładnie i pięknie (jak na 1984 r.).

Fabuła opowiada o chłopaku Alexie, który grając na automacie w grę Starfighter bije rekord i zostaje siłą przyjęty do Gwiezdnej Ligi, broniącej galaktyki… i takie tam. Miła spokojna fabuła, gra aktorska nieco powyżej średniej dla filmów klasy B. Da się całkiem bez problemu obejrzeć. Polecam bo jakby nie patrzeć jest to jeden z kamieni milowych kina s-f i całego przemysłu. W TLS wykorzystano aż 27 minut generowanej komputerowo grafiki wykonanej na superkomputerze Cray X-MP . Bajer. Tylko niewielka część efektów specjalnych została wykonania tradycyjnie – twarz Bety Alexa nim przyjął jego twarz oraz samochód którego używa Centaurius, a który potem został użyty w Back to the Future cz. II.

Ogólnie wliczam go do klasyki sf z wiadomych powodów i z wiadomych powodów go polecam.

Swoją drogą obejrzenie tego filmu jakoś przypomniało mi te czasy kiedy królowały Gwiezdne Wojny, na kompie grywało się np. w X-wing vs. Tie-fighter, lub Wing Commandera. Teraz już nie ma takich filmów ani takich gier. Jakoś porusza to we nie nutkę tęsknoty za tym wszystkim. Nawet science-fiction była wtedy prostsza, łatwiejsza. Dzieciństwo, fajny czas. Już nigdy nie będzie takiego lata…

Nessun Dorma

    W liceum jako młody barbarzyńca byłem w Teatrze Wielki – Operze Narodowej na spektaklu Turandot. Niewiele jednak zapamiętałem z tego wyjazdu, bo przez większość czasu byłem zajęty trzymaniem ręki mojej dzisiejszej ukochanej i muzyka była tylko tłem dla tych wszystkich wydarzeń. Piękne wspomnienie…

    Ostatnimi czasy charakterystyczna aria z Turandot kilkukrotnie do mnie natarczywie powracała. Kilka miesięcy temu przypadkiem trafiłem na YouTubie na fenomenalne i poruszające wykonanie arii „Nessun Dorma” z Turandot przez brytyjskiego „amatora” Paula Pottsa, wczoraj zaś ta sama aria dopadła mnie w drodze podczas jazdy samochodem…

[Najlepsze moim zdaniem dostępne wykonanie "Nessun Dorma"]

[youtube=http://www.youtube.com/watch?v=TOfC9LfR3PI&rel=0]

    Luciano Pavarotti z NY w roku 1980. Ta muzyka i śpiew mają w sobie niesamowity ładunek emocjonalny. Coś co swobodnie mógłbym nazwać najdoskonalszą formą utworu muzycznego. Dotknięcie geniuszu. Takie moje zdanie. A finał arii jest porywający. Słowami tego nie opiszę -albo to poczujesz albo nie. Miłego słuchania…

Dawno odeszli.

    Dawno odeszli już wielcy rzeźbiarze żelbetonu i stali. Pozostawili wielkie pomniki opiewające ich szaleńczą wizję. Teraz to i tak bez znaczenia. Niedokończone dzieła sztuki, niespełnione zamiary tej garstki ludzi nie odnalazły w przyszłych pokoleniach zrozumienia i zostały skazane na powolną śmierć.

    Dawno odeszli już wielcy poeci myśli oraz nauki. Pozostały po nich tylko dzieła niemogące znaleźć zrozumienia, choć całkowicie zrozumiałe. Opowieści i baśnie nie zostały przekazane przyszłym pokoleniom. Zginęły oślepione blaskiem, jaki rozpalała w naszych pra-ojcach jedna myśl –„dalej”.

    Majestat to było właśnie to, w czym lubowali się starożytni – pomyślał Janus leżąc na łóżku i spoglądając przez okno na olbrzymią, podobną do kopca termitów, konstrukcję. Choć odległa o wiele kilometrów, nadal przesłaniała dużą cześć widoku. Wielkie idee nie są dla nas maluczkich. Czasem trzeba wykonać krok do tyłu żeby potem zrobić dwa naprzód. Jak na razie chyba jeszcze cały czas się cofamy…