Maciej Rynarzewski - mikroagencja kreatywna
+ 48 664 453 930 – maciej.rynarzewski@gmail.com
Maciej Rynarzewski - mikroagencja kreatywna
+ 48 664 453 930 – maciej.rynarzewski@gmail.com

Przetrwałem ten dzień.

    Para skroplona na szybie rozmywała kształty znajdujące się po drugiej stronie tafli, tworząc wokół neonów McDonald’sa rozproszoną, baśniową poświatę. Co chwila po tej odrealnionej ulicy przemykały ciemne sylwetki. Skulone w sobie przechodziły przed moim szklanym ekranem z prawej w lewo i z lewej w prawo… Przetarłem rękawem kurtki szybę busa i ulica stała się na powrót zwyczajna.

A w radiu leciało… Lily was here

    Westchnąłem, zamknąłem oczy i spróbowałem uporządkować otaczające mnie dźwięki. Silnik. Radio. Jakieś dziewczyny gdzieś po lewej za mną szczebiotały i co chwila wybuchały śmiechem. Jakiś pijaczek prowadził niezrozumiały monolog skierowany chyba w kierunku kierowcy.

– To był ciężki dzień – pomyślałem otwierając oczy, pochylając głowę i przecierając zmęczone ślepia. Cały dzień siedzenia, słuchania odczytów, które nie interesowały chyba nikogo, łącznie z wygłaszającymi. Jednak starałem się wsłuchiwać w treść każdej wypowiedzi, bo jeszcze bardziej męczące jest bezmyślne siedzenie i wgapianie się w okno. Zmęczyłem się tym gorzej niż pracą fizyczną.

    Drzwi okejki otworzyły się, do środka weszła para – jakiś chłopak i ładna dziewczyna. Od razu na myśl przyszła mi moja najpiękniejsza, która kilkadziesiąt kilometrów stąd, zajmowała się pewnie swoimi sprawami. Ciężko żyć oddzielnie dzieląc jedno serce. Chciałbym teraz wrócić do wspólnego kąta i w jej ramionach odgonić to paskudnie pozbawiające wszelkich sił zmęczenie…

    Siedziałem trzymając w bezsilnych rękach książkę, kiedy bus, czyli tzw. Okejka rozpoczęła naszą wspólną, długą podróż do domu. Potoczyła się przez rozświetlone ulicznymi lampami i neonami reklam ulice w kierunku mrocznych przedmieść. Po kilku minutach już uwolniwszy się od miasta, przetarłem znowu ręką szybę i spojrzałem w swoje odbicie na czarnej tafli szkła. Zobaczyłem twarz chyba trochę zbyt poważną i zbyt zmęczoną jak na mój wiek…

    Rytmiczne kołysanie i dźwięki saksofonu zaczęły powodować u mnie stopniową ociężałość powiek, głowy i umysłu….

Odpłynąłem.

Related Posts

1 Response

Leave a Reply