Czeski błąd…

Postanowiłem skompletować do mojej biblioteki (biblioteczką przestała być po przekroczeniu 1000 pozycji) kolekcję historii powszechnej wydawanej w kolekcji Gazety Wyborczej. 21 tomów… sporo, szczególnie ze każdy po 30 zeta… ale ja mam na szczęście o ponad połowę taniej dzięki stoisku z przecenionymi gazetami.
Dziś w autobusie przeglądałem świeżo zakupiony t. 9 odnoszący sie do późnego średniowiecza i początków nowożytności. Jak zawsze pierwsze co w książkach odnoszących się do XV wieku robie, to sprawdzam co tam napisano o husytach. Musze przyznać że dość pobieżnie, ale i tak sporo jak na ten dość mało znany fragment historii. Sporo ikonografii, ładne reprodukcje. Otwieram ksiażkę na stronie 76 i widzę statuę upamiętniającą Jana Żiżkę z Trocnowa, która to stoi w Taborze.


Jest jednak pewnien problem… w podpisie autorzy czy autor wmawia nam, iż jest to statua przedstawiająca Jana Husa. ???. ???. No niestety ale nie można się z tym w żadnym wypadku zgodzić. Czy konsultanci historyczni zaspali? Zbroja, buzdygan i osłona na oko. Klasyczny wizerunek wybitnego wodza taborytów – husyckiej lewicy. Na zdjęciu widnieje pomnik Jana Żiżka w pełni chwały.

I niby co mam pomyśleć teraz o tej serii? Że niby przypadkiem trafiłem na jedyny błąd, akurat przeglądając dość pobieżnie, dość dobrze znany mi fragment historii. Hmmm, coś mi się wydaje że takich błędów może być więcej… duuuużo więcej, tylko z braku wiedzy możemy ich nie rozpoznać i „łyknąć”.

Kiwam palcem paniom i panom, którzy zajmowali się redagowaniem serii. Wstyd popełnić taki „czeski” błąd. Pomylić Żiżkę z Husem. Mam nadzieję że żaden Czech tego nie czytał. Wstyd by było. To tak jakby ktoś pomylił np. Tadeusza Kościuszkę z księciem Józefem Poniatowskim… No ale co tu się dziwić, seria wyszła pod patronatem prof. Normana Daviesa, człowieka bardziej kreowanego na wielkiego historyka niż nim jest w rzeczywistości.

Za co chciałbyś żeby Ci w życiu płacili?

Co chciałbyś robić w przyszłości… co będziesz robić po studiach… gdzie będziesz szukał pracy…

i tak bez końca. Praca praca praca. Niestety, każdego to czeka, nie da się przed tym uciec, więc nie warto się wysilać. Niestety rzeczywistość i plany potrafią być zadziwiająco rozbieżne. Bo plany i marzenia weryfikuje rynek pracy. Jednak nie o tym w sumie miało być.

Wracając dziś autobusem na przeklęty dworzec PKP, mój drugi dom, myślałem o tym co chciałbym robić w życiu. Jakieś tam plany człowiek ma swoje, magisterka ku końcowi, więc coraz częściej pytanie „co chciałbym robić w przyszłości?” pali się nad moją głową jaskrawym światełkiem. Na powyższe pytanie ciężko znaleźć jednoznaczną odpowiedz. Zazwyczaj nie formułuje moich planów publicznie w konkretne słowa przy obcych. Trochę z nieśmiałości, trochę by nie zapeszyć, a trochę bo wiem jak to ludzie potrafią być „uprzejmi” i „życzliwi”.
Dlatego dziś spojrzałem na ten problem z innej strony. Zadałem sobie pytanie bardziej ogólne: Za co chciałbym żeby mi w przyszłości płacili?. Nie wymaga szczegółowej odpowiedzi, podania zawodu, a pozwala obrać ogólny kierunek. I tak jadąc autobusem linii nr 2, gdzieś na wysokości skrzyżowania Kołobrzeska-Dworcowa, mój umysł objawił mi odpowiedz na to pytanie… chciałbym aby płacili mi za pisanie i/lub czytanie!

I to stwierdzenie powoduje, że jakoś optymistycznej patrzę w mroczną przyszłość. Nie zamyka mi ono żadnej drogi, nie powoduje „parcia” na żaden konkretny zawód. Zakreśla pewien obszar zawodowy, w którym mógłbym się z pewnością w jakiś sposób odnaleźć. Kilkanaście lub kilkadziesiąt zawodów, mniej lub bardziej płatnych.

Czy Ty odpowiedziałeś sobie kiedyś już kiedyś na TO pytanie?… no naturalnie nie mam na myśli odpowiedzi typu: „za nic nie robienie”. Chodzi mi o szczerą odpowiedz.

Największy basen świata – zwiastun upadku cywilizacji ?

Możecie mi wierzyć lub nie ale cywilizacja chyli się ku upadkowi… ludziom się w głowach konkretnie poprzewracało. i nie tylk w głowach… na to wygląda. I jeszcze pytanie po co komu basen na plaży?! O tempora! O mores!

Cytuję za serwisem deser.gazeta.pl:

Osiem hektarów powierzchni, kilometr długości, 250 000 metrów sześciennych wody. Największy basen na świecie jest naprawdę DUŻY.

Rekordowy zbiornik wybudowano w kurorcie San Alfonso del Mar w Chile. Przedsięwzięcie było możliwe dzięki zastosowaniu innowacyjnych technologii i najnowocześniejszych materiałów. – Nasze sztuczne laguny i krystalicznie czysta woda mogą stworzyć raj nawet w bardzo niegościnnym miejscu – twierdzi twórca projektu Fernando Fischmann i my mu wierzymy. Fischmann zapewnia też, że koszty konstrukcji i utrzymania obiektu nie są wysokie. Tu już mu nie uwierzyliśmy.

Basen w San Alfonso del Mar trafił już do Księgi Rekordów Guinessa (dotychczasowy rekordzista miał zaledwie 1,5 hektara powierzchni).

A do pomysłowego pana Fischmanna już zgłaszają się tłumy bajecznie bogatych szejków. Przepowiadamy mu wielką karierę.

A czy wiedzieliście że:

- Co 3,6 sekundy ktoś umiera z głodu.

- Aby pokryć niezaspokojone potrzeby świata w zakresie higieny i żywności, wystarczy 13 miliardów dolarów – tyle, ile ludzie w USA i Unii Europejskiej wydają co roku na perfumy.

troszkę mi zalatuje głupotą budowanie takich basenów

Bóg, ?????, Ojczyzna

[...]Jest jedna tylko rzecz w życiu ludzi,
narodów i państw, która jest bezcenna.
Tą rzeczą jest honor
”.
Józef Beck, 5 maja 1939


Czy nasza dewiza narodowa „Bóg, Honor, Ojczyzna” straciła już znaczenie? Czy jeszcze rozumiemy, co oznacza ten wyraz pomiędzy Bóg, a Ojczyzna? Chyba nie ma, co się łudzić, że wartość, jaką jest honor ma jeszcze dla nas znaczenie i jest zrozumiała w sposób, w jaki pojmowali go nasi dziadkowie. Odwołuję się właśnie do tego pokolenia, bo ono jako ostatnie wychowane zostało zgodnie z tzw. „przedwojennymi” wartościami. Honor jest wartością z zakresu zagadnień moralnych, określających pewne zachowania jako właściwe (honorowe) oraz niewłaściwe (niehonorowe). Pomimo iż jest to pojęcie w pewnych granicach zmienne w zależności od grupy społecznej, kultury i okresu to opiera się na pewnych podstawowych wartościach poszanowania siebie oraz innych.

Gdy Władysław Boziewicz w 1919 roku wydał po raz pierwszy swój „Polski Kodeks Honorowy” stanowił on dla wielu osób najwyższy obowiązujący zbiór wartości moralnych i wzorców zachowań. Pomimo kontrowersji wobec instytucji pojedynku (rozkaz naczelnego Wodza nr 66 z 1918 r zakazywał pojedynkowania się) oraz krytyki samego Kodeksu, był on w tamtych czasach jednym z przewodników w kręgach ludzi uważających się za honorowych. Oficerowie z czasów II RP uważali się za ludzi wybitnie podlegających tej wartości, zaś pojęcie „honoru oficerskiego” stanowiło wówczas najwyższą jego kategorię. Było tak do tego stopnia, iż stawiano wartość tą ponad posłuszeństwo prawu pisanemu, rozkazom i wszystkie kary grożące za ich złamanie. Oficer, który nie stanął w obronie swojej czci lub w jakikolwiek inny sposób jej uchybił (włączając w to unikanie pojedynku), był przez Oficerski Sąd Honorowy pozbawiany prawa do nazywania siebie człowiekiem honorowym i wykluczany z korpusu oficerskiego, co równoznaczne było z niebytem w sensie towarzyskim. Pomimo zakazów pojedynkowali się prawie wszyscy ludzie zaliczani do kategorii „honorowych” (bo trzeba wiedzieć, iż były ku temu pewne ograniczenia). W okresie międzywojennym dochodziło nawet do kilkuset pojedynków rocznie. Stawali naprzeciwko siebie zarówno wojskowi (do generałów włącznie), poeci, pisarze, dziennikarze, ministrowie oraz posłowie. By wymienić tu choćby ministra wojskowości gen. Szeptyckiego, posła Miedzińskiego, adiutanta Marszałka – gen. Wieniawę- Długoszowskiego czy poetę Antoniego Słonimskiego.

Pojedynki jednak nie były miarą honoru. Stawały się natomiast często narzędziem wypaczenia tej wartości. Ważniejsze było przestrzeganie ogólnych, niepisanych zasad obowiązujących w społeczeństwie. Wierność swojemu słowu, obowiązkowość, prawdomówność oraz poszanowanie siebie i drugiego człowieka. W wielu przypadkach (kilkanaście rocznie) dochodziło do sytuacji, gdy popełniano samobójstwa z wydawałoby się błahych z naszego punktu widzenia przyczyn. Z powodu niewypełnienia lub zaniedbania obowiązków służbowych, złamania danego słowa, lub niehonorowego zachowania i sądowego pozbawienia honoru.

Nie łatwe jest ocenienie takich zachowań, lecz warto się zastanowić nad dzisiejszą kondycją honoru w społeczeństwie. Jak prezentuje się on patrząc od samej „góry”?

Zachęcam jednak wszystkich do rozważenia tego i przedyskutowania we własnym środowisku. Zamiast kolejnej dyskusji w mediach np. o lustracji, zdecydowanie wolałbym usłyszeć opinie na temat, czym jest obecnie dla nas – Polaków – honor, podobno jedna z trzech naszych najwyższych wartości. Wartość której nasze pokolenie nie ma skąd sie nauczyć. A może czas pomyśleć o zmianie dewizy narodowej?

Czym jest miłość??

Czy istnieje prosta definicja miłości? czym właściwie jest miłość… definicji i teorii jest wiele. od najwcześniejszych: agape, philia, eros, sexus aż po nowoczesne, naukowe podejście. Teoria miłości Sternberga; Model Ira Reiss; Teoretyczny model miłości Johna Lee; Koncepcja Bardisa czy też ujęcie Ericha Fromma. Niezliczone są też jej przykłady w sztuce… i co ? i nikt nie potrafi odpowiedzieć jednoznacznie czym ona jest. Krótko i zwięźle? Filozofowie, poeci, naukowcy, wszyscy głowią się nad tym. Dokładam i ja swoje pięć groszy. Pewnie już ktoś kiedyś to powiedział, ale ja w tym czasie i miejscu zawłaszczam sobie do niego prawo, bo jest to produkt mojej jaźni:

„Miłość to poświęcenie”

…po prostu. i trzeba to pojąć głębiej i jednocześnie spojrzeć z dystansu. Z drugiej strony miłości nie można zakwalifikować, ani uogólnić. Tak… Właśnie dlatego ta definicja mi się podoba spełniając wszystkie te warunki…

Sesja której nie było…

Właśnie zaczęła mi się sesja której nie mam :) . Ale nie próżnuję. tworzę „wiekopomne” :) dzieło jakim jest magisterka.
a to dwa z muzycznych podkładów do pisania (poza Trójką naturalnie). Pierwszy na rozruch a potem coś bardziej „spiritual”…

1. Nada Surf – Blankest Year
[youtube=http://www.youtube.com/watch?v=EXRLUeVXpMA&rel=1">

2. Imogen Heap – Hide and Seek